A CO MNIE OBCHODZĄ INNI LUDZIE?

Niedawno wybrałam się na pchli targ oferujący groch, mydło i powidło. Przechodząc w dzikim, zamaskowanym tłumie ludzi rozciągających bawełniane majtki, przymierzających gumowe klapki, odpalających wiekowe gramofony i pakujących kilogramy czerwonej porzeczki, zobaczyłam Ich. Jego i Ją. Młodych. Kupujących drabinę.

Sprzedawca drabiny rozstawił się w niefortunnym miejscu, bowiem wąskie przejście tworzyło spory zator na szlaku  komunikacyjnym targu. Przejęcie drabiny w tym miejscu wymagało oczu dookoła głowy i sprawności fizycznej.

Ona podpowiedziała Jemu: Uważaj na ludzi.

On odpowiedział: A co mnie obchodzą ludzie?

No właśnie.

Co nas obchodzą inni ludzie?

Generalnie to całkiem sporo. O tym, jak bardzo jesteśmy konformistami i posiłkujemy się w dżungli życia społecznymi dowodami słuszności, wiemy niemal intuicyjnie. Bycie konformistą nie jest niczym złym, wszakże chodzi o dostosowanie się do ładu panującego w społeczeństwie. Dzięki postawie konformistycznej ład społeczny udaje się utrzymać. W przeciwnym razie naszą rzeczywistość dosięgłaby anomia. Większość z nas – w mniejszym lub większym stopniu – jest zatem konformistami. Tak działa społeczeństwo, jak zauważył to Robert Merton, amerykański socjolog.

Wśród typów adaptacji społecznych, które wymienia, konformizm opisuje jako akceptację przyjętych w społeczeństwie norm, zarówno poprzez akceptację celów, jak i środków prowadzących do ich osiągnięcia. Innymi słowy, gdy jednostkowo internalizujemy wartość, jaką jest dobre wykształcenie i ukończenie studiów wyższych, decydujemy się na owe studia udać. Idąc przez akademicki świat (i tracąc po drodze wiarę w życie), zdobywamy upragniony tytuł, by cieszyć się estymą i prestiżem (w pozytywnym wariancie również wymarzoną pracą). Osiągnęliśmy więc cel uznawany w dominującym systemie aksjonormatywnym poprzez środki społecznie aprobowane – realną edukację. Co więcej, nasze podporządkowanie się regułom było działaniem świadomym.

(Nie)moc konformizmu

O mocy konformizmu wielokrotnie przekonywały nas badania społeczne, w tym cieszące się największym zainteresowaniem eksperymenty, np. eksperyment Solomona Ascha czy eksperyment Stanleya Milgrama. Ten pierwszy dowiódł, że jesteśmy w stanie niewłaściwie określić długość odcinka, tylko dlatego, że inni w naszej obecności podają niewłaściwą odpowiedź. Ten drugi – unaocznił nam, jak duża jest moc autorytetu i gotowość do poddania się rozkazom, „bo inni też tak robią”.

I pomimo, że konformizm towarzyszy nam od początków istnienia ludzkości, odnoszę wrażenie, że atomizacja życia społecznego, proces indywidualizacji i kultura coachingu, sprawiła, że od konformizmu uciekamy. I to w bardzo złym guście.

Coraz mniej obchodzi nas, co myślą o nas inni?

Zupełnie jak wtedy, gdy lipcowej niedzieli w 1998 r. nasze babcie kazały ubrać sukienkę do kościoła. Nie pozwoliły pójść w wygodnych spodniach, bo „co ludzie powiedzą?” Buntownik, odpowiadał wówczas, że nie obchodzą go ludzie, bo chciał podkreślić swoją niezależność, niezgodę na panujące reguły lub gardził małomiasteczkową małostkowością. Dziś nie obchodzą nas ludzie z innych powodów. Zindywidualizowana natura przykrywa tę społeczną. Własne potrzeby stają się najważniejsze, a egocentryzm przerasta wszelkie wyobrażenia. Widzę to tak wyraźnie, że aż mnie skręca.

Widziałam to też ostatniej niedzieli na pchlim targu z grochem, mydłem i powidłem. I z mężczyzną niosącym drabinę, który nie musi uważać na innych, bo co go inni ludzie obchodzą.

My jesteśmy najważniejsi

My i nasze potrzeby. Bo co nas inni obchodzą?

Chodzimy po ulicach, jak otumanieni, nie zważając na innych, blokując ciąg komunikacyjny, nie dając się wyprzedzić tym, którym się bardziej śpieszy. W publicznych środkach transportu prowadzimy głośne rozmowy o gotowanej wczoraj zupie i problemach sąsiadki Krystyny. Nie obchodzi nas, że … innych to nie obchodzi. Popołudniem urządzamy imprezę dla całego bloku, bo co nas obchodzą sąsiedzi, którzy wrócili zmęczeni z pracy, są chorzy albo próbują uśpić dziecko. Odcinamy się od reguł życia społecznego tak bardzo, że chyba próbujemy stworzyć alternatywną rzeczywistość z kultem jednostki i wymogiem dostosowania się do niej.

A przecież wystarczy tak niewiele. Iść prawą stroną ulicy, wężykiem, jeden za drugim. Wyjść z przedziału z telefonem albo napisać SMS-a, że zadzwonimy później. Kupić bezprzewodowe słuchawki, które umilą nam chwile sprzątania mieszkania bez utrudniania życia innym. Inni mogliby nas obchodzić. I kiedyś jakby bardziej obchodzili.

Może tylko dlatego, że jak babcie martwiliśmy się, co pomyślą o nas inni? Może w głębi duszy zawsze byliśmy skrajnymi egoistami i egocentrykami? Ale kiedyś hamował nas konformizm, strach przed odrzuceniem, przed etykietowaniem, przed łamaniem ogólnie przyjętych norm? Nie chcieliśmy uchodzić za dewiantów, nie chcieliśmy być wykluczeni. Chcieliśmy czuć się częścią jakiejś wspólnoty.

Dziś chyba nie chcemy.

A ja bym chciała.

Chciałabym, żeby ludzie zawsze myśleli o innych ludziach realizując swoje potrzeby. Żeby w naszej społecznej dżungli zawsze byli konformistami. Żeby myśleli, co inni o nich powiedzą. Chociaż nie chciałam się tym przejmować pewnej niedzieli w lipcu 1998 roku.

 

0 0 vote
Oceń artykuł
Subskrybuj
Powiadom o
guest
5 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Kasia Tórz Chic by Kate
2 miesięcy temu

Hej, przeczytałam Twój post. Hm..nie wiem co myśleć, na pewno masz dobry i spójny kontent, ale piszesz wysokim i trudnym językiem. Więc moja odpowiedz, może być infantylna, ale bardzo osobista. Jestem wysoko wrażliwa, nawet pogłębiam w tym kierunku wiedzę i tak jak kiedyś bardzo obchodziło mnie, co inni ludzie czują, to doprowadziło mnie to f lustracji i załamania w życiu. Ja dawałam z siebie na maxa, a inni mieli to gdzieś. Ja to przeżywałam a oni w ogóle. Dlatego ja dzisiaj mówię, że nie obchodzi mnie, co inni powiedzą, bo chronię siebie, zwłaszcza pod względem emocjonalnym. Pozdr ciepło

Bookendorfina
2 miesięcy temu

Kiedyś bardzo zważałam na innych, często stawiałam ich potrzeby przed swoimi, niestety, okazało się, że nie warto tak na nich zważać. Dziś szanuję swoje potrzeby, stawiam je na pierwszym miejscu, choć nie wiąże się to z rozpychaniem łokciami,obojętnością, kalkulacją.

Po prostu MAMA
Po prostu MAMA
1 miesiąc temu

Na początku czytania bałam się, że może to być rozprawka naukowa- specyficzny, trudny język. Przeczytałam 2 razy i wiesz co? No nie chcę realizując siebie wciąż myśleć o innych. Nie chcę aby ich wybory i decyzje były moimi. Nie chcę być naiwna. A Babcia nauczyła mnie, że trzeba mieć to w poważaniu i do dżinsów i glanów uprasowała mi koszulkę IronMaiden na niedzielną mszę…

5
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x