DLACZEGO WIERZYMY JASNOWIDZOM?

Mając przed sobą pięć osób, troje z nich uzna, że jasnowidzenie istnieje. O tym, że pewni ludzie obdarzeni są zdolnością jasnowidzenia jest więc przekonanych niemal 60% Polaków. Aż co szósty z nich nie ma co do tego żadnych wątpliwości.

W mojej pracy naukowej zdarzyło mi się rozmawiać z ludźmi, którzy korzystali z usług przede wszystkim jasnowidzów, ale także różdżkarzy, wróżbitów i innej maści specjalistów z zakresu parapsychologii. Abstrahując od ich motywacji do sięgnięcia po tego rodzaju usługi (które – dla jasności – jestem w stanie zrozumieć), zastanawiało mnie zawsze, jak łatwo ulegamy wpływom takich ludzi. W świecie kalkulacji i racjonalności oferty jasnowidzów nadal bowiem spotykają się z zainteresowaniem. Czasem wręcz tworzą perspektywę naszego oglądu rzeczywistości. Dlaczego wierzymy jasnowidzom mimo, że wszystkie – nomen omen – znaki na niebie i ziemi mówią: jasnowidzenie nie istnieje?

Bo konwencjonalne sposoby nie przynoszą efektów

Czasem dążąc do poznania prawdy, zderzamy się ze ścianą. Sposoby oparte na tradycyjnych źródłach wiedzy zawodzą. Doskonałym przykładem są rodziny osób zaginionych, którzy porażeni własną bezradnością sięgają po niekonwencjonalne sposoby poszukiwań swoich bliskich. W przekonaniu o tym, że zawodzi nas system, struktura społeczna, przepisy prawa czy też po prostu ludzie, szukamy wsparcia w rzekomych mocach nadprzyrodzonych.

Bo chcemy wierzyć w zjawiska nadnaturalne

Świat pełen magicznych mocy byłby z pewnością ciekawy. Wielu z nas wciąż czeka na list z Hogwartu, chce niszczyć pierścienie zła i czeka, aż ujawni się w nich siła Jedi. Często uciekamy w fantastykę, bo jest barwniejsza niż nasza do bólu rutynowa rzeczywistość. A jednocześnie fantastyka jest w gruncie rzeczy prostsza. Świat magiczny jest zwykle czarno-biały. Zło jest złem, dobro – dobrem. Nie ma tu miejsca na wątpliwości.

Przeniesieniem świata fantastyki do świata rzeczywistego jest wiara w parapsychologię. Towarzyszące poczucie, że muszą istnieć ludzie obdarzeni nadnaturalnymi zdolnościami. Potrzebujemy takich bohaterów. Takich, którzy powiedzą nam, jak będzie wyglądało nasze życie, kiedy nadejdzie III wojna światowa i czy zima znowu zaskoczy kierowców. Chcemy wierzyć w to, że świat nie jest do bólu „zwykły”, nijaki, przypadkowy.

Bo chcemy zdjąć z siebie sprawstwo

Lubimy myśleć, że jesteśmy marionetkami. Nieważne, jakie decyzje podejmiemy w życiu, ostatecznie przecież znajdziemy się w tym samym punkcie. Bo wszystko jest nam zapisane. Dlatego czytamy horoskopy i zatrzymujemy się zaczepieni na ulicy przez wróżącą z dłoni Romkę.

To bardzo wygodny sposób myślenia o świecie. Możemy wiele zepsuć, podjąć szereg nietrafionych decyzji, ale koniec końców będzie tak, jak ma być. „Ktoś” za nas już ustalił, jak będzie wyglądało nasze życie. Samotni, chcemy wierzyć, że nasza samotność wynika wyłącznie z tego, że wielka miłość i cudowne przyjaźnie czają się za rogiem kolejnego etapu w życiu. Jako samozwańczy rekini biznesu, chcemy wierzyć, że musimy tylko przeczekać trudny czas, bo nasza działalność w końcu dostanie wiatru w żagle i zawładnie rynkiem.

Tego rodzaju „przewidywania” i wróżby wpisują się w nasz – chyba wrodzony – jakośtubędzizm i współgrają z wewnętrzną Pollyanną. Ostatecznie każdy z nas chce klepnięcia ramieniu i usłyszenia, że „będzie dobrze”.

Bo wierzymy w dowody anegdotyczne

Nic nie działa na nas tak, jak historie pojedynczych ludzi. Zawsze przemawiają do nas bardziej niż liczby zaklęte w tabelach i wykresach. Dlatego właśnie z zainteresowaniem słuchamy opowieści cioci Helenki, której wróżka 20 lat temu powiedziała, że wyjdzie za mąż i urodzi dwóch synów. I jej się to sprawdziło! A problemy ze snem wujka Staszka? Nie pomogły leki nasenne, wieczorne relaksujące kąpiele ani feng shui. Dopiero różdżkarz odkrył, że przyczyną jest żyła wodna.

Takie historie zostają w nas na długo. Słuchamy ich z wypiekami na twarzy i gęsią skórką na rękach. A potem przekazujemy dalej. No coś przecież musi w tym być, prawda?

Czy to ma sens?

Najmniejszego.

Dlaczego więc przepowiednie i wróżby się sprawdzają się względnie często?

Bo są uniwersalne w swej treści. Opierają się na ogólnikach i zręcznym manewrowaniu słowami. Odwołują się do typowych ludzkich cech, potrzeb i wartości. Tworzone są w taki sposób, aby każdy odnalazł w nich trochę siebie.

Operują kategoriami takimi, jak problemy w pracy, samotność, kłopoty w związku, trudne relacje z rodziną, szansa na nowe znajomości. Takimi, w których każdy z nas odnajdzie siebie. Dodatkowo okraszone są bieda-coachingiem: „Możesz wszystko”, „zaufaj sobie”, „będzie dobrze”, „poszalej trochę, bo na to zasługujesz”. Kto z nas nie chce usłyszeć, że trochę wina mu nie zaszkodzi, a później ciężką pracą dojdzie do wszystkiego?

Co z tym jasnowidzem?

Czy jednak sprawdza się jasnowidzenie? Skoro tyle osób w dramatycznych sytuacjach sięga po – niezwykle kosztowne – usługi jasnowidzów może rzeczywiście jest coś na rzeczy? W końcu zdarza nam się usłyszeć w mediach, że jasnowidz wskazał miejsce ukrycia zwłok lub przyczynił się do odnalezienia zaginionej osoby żyjącej. Ba! Z jasnowidzami współpracują organy ścigania, a ci pierwsi tą współpracą uwielbiają się chwalić (ci drudzy – niekoniecznie). Strategicznie umacniają swój wizerunek osób obdarzonych nadprzyrodzonymi zdolnościami. Uwiarygadniają swoje moce. Pozyskują kolejnych „klientów” gotowych sowicie zapłacić. Dlatego wierzymy jasnowidzom.

Aby stwierdzić czy zdolność jasnowidzenia istnieje, nie wystarczą historie osób o tym przekonanych ani samych deklarujących posiadanie daru jasnowidzenia. Dla nauki to za mało. Potrzebne są eksperymenty. I takowe mają miejsce.

Milion $ dla jasnowidza

Od 1996 r. Fundacja Jamesa Randiego oferuje nagrodę w wysokości miliona dolarów dla tego, kto w kontrolowanym eksperymencie, wykaże się zdolności nadprzyrodzonymi. Jak myślicie, ilu mamy milionerów dzięki Fundacji?

Póki co – ani jednego.

Dokładnie takimi samymi rezultatami mogą pochwalić się inni badacze, którzy jeszcze w latach 80. XX. próbowali empirycznie potwierdzić istnienie jasnowidzenia.


Na marginesie:

Podobnie nasz rodzimy zespół fizyków z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, prowadził badania na temat różdżkarstwa. Konkluzja jest jasna: „Uzyskane przez nas wyniki wykluczają, naszym zdaniem, zarówno samo istnienie żył wodnych w formie, którą przypisują jej radiesteci, jak i związane z nimi promieniowanie oraz możliwość jego detekcji. Domniemane prawa radiestezji są sprzeczne z prawami fizyki”.


Ale ta współpraca z Policją? No przecież są efekty!

Wybiórcze. Statystyka jest bezlitosna. Potwierdzają to analizy spraw zaginięć osób, w które zaangażowany był jasnowidz.

Wszystkie pozytywne „trafienia” mieszczą się granicach błędu statystycznego. Dokładniej? Trafne wizje to 1,1% wszystkich analizowanych spraw. Z największym prawdopodobieństwem są więc przypadkowe. Ot, zwykłe strzały.

Co więcej, te strzały dotyczyły sytuacji, w których wytypowanie miejsca przebywania osoby zaginionej (lub jej zwłok) nie było zadaniem szalenie trudnym. Wymagało zwykle sprawnego połączenia kilku kropek. Na przykład, jeśli zaginęła osoba cierpiąca na depresję i stany lękowe, a ostatnie logowanie jej telefonu miało miejsce przy okolicznym lesie, nie trzeba być jasnowidzem, by spodziewać się samobójstwa.

A to właśnie to są te słynne „sukcesy” jasnowidzów.

Podobnie jak te, że w lutym będzie zima, a w sierpniu możemy spodziewać się upałów.

 


Źródełka:

  1. Badania CBOS BS/135/2011: Polacy wobec niektórych poglądów z kręgu New Age
  2. Waszkiewicz, P. 2017. Bujda vs Nauka. You Shall not Pass!
5 1 vote
Oceń artykuł
Subskrybuj
Powiadom o
guest
10 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Dominika D.
2 miesięcy temu

Temat dość ciekawy do badania 😉

Aneta S.
2 miesięcy temu

Nie wierzę w żadne wróżby itd więc do jasnowidzów podchodzę bardzo sceptycznie

Kinga
2 miesięcy temu

Z rzeczy „miękkich” wierzę tylko w intuicję. Ta rzadko kiedy mnie zawodzi 😉 .

czerwonafilizanka
2 miesięcy temu

Ale fajny blog! Obserwuję zdecydowanie! Mega ciekawy temat, super ze dajesz odpowiedzi na pytania. Co do sensu chodzenia to człowiek chce wierzyć, usłyszeć coś dobrego… Ciekawostka: znajacy nieco psyhologię też potrafią w oparciu o schematy „przepowiadać” i mimo że nie zna sie w 100% losów człowieka to jednak bywają trafne „przepowiednie”

Żyć nie umierać
2 miesięcy temu

Nigdy nie korzystałam z usług wróżki czy jasnowidza, bądź Romki wróżącej z ręki czy fusów. I nie zamierzam korzystać z takich usług. Chyba boję się najzwyczajniej w świecie, że mogłabym usłyszeć coś złego.

Po prostu MAMA
Po prostu MAMA
2 miesięcy temu

W jasnowidzów nie wierzę. Co do różdżkaży mam inne zdanie. 20 na 20 wytypowanych miejsc na kopanie studni było trafionych.

Ziom
Ziom
14 dni temu

Co do eksperymentu to się nie zgodzę, ponieważ Pan Jackowski brał udział w takim eksperymencie w Japonii. Dano mu do zbadania sprawę, o której nie miał pojęcia i wskazał miejsce , gdzie znajdują się zwłoki na podstawie ubrań i rzeczy zaginionego. Całość jest na YouTube. Poza tym w swojej książce ma on opublikowane skany podziękowań ze strony komisariatów policji za pomoc w znalezieniu zwłok. Skoro nie ma daru i żadne badania na to nie wskazują to jak znalazł ciała? Strzelał na mapie czy po prostu miał szczęście? A może to jednak coś innego…

10
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x