MŁODZIEŻOWE SŁOWO ROKU 2020. CZY NA PEWNO NIE MAMY WYNIKU?

Młodzieżowe Słowo Roku 2020. Socjosledztwo

Tegoroczny plebiscyt na Młodzieżowe Słowo Roku organizowany od 2016 r. przez Wydawnictwo Naukowe PWN, a będący elementem szerszej inicjatywy Narodowego Centrum Kultury – „Ojczysty – dodaj do ulubionych”, nie doczekał się w tym roku rozstrzygnięcia. Oficjalnego. Pomimo, że edycja 2020 cieszyła się rekordowym zainteresowaniem (194 tysiące zgłoszeń!), werdyktu nie dane nam było poznać. Wszystko dlatego, że kapituła konkursowa uznała, że słowa, określenia i wyrażenia najbardziej popularne wśród młodzieży, są „wulgarne, wyśmiewające konkretne osoby, poglądy, postawy lub płeć”.

Młodzieżowe słowo roku bez wygranych?

Wcale nie! Oświadczenie Kapituły uchyla rąbka tajemnicy w zakresie liczby zdobytych głosów. I tak drogą niewątpliwie przenikliwej dedukcji, możemy stworzyć nie tylko podium, ale nawet top 5. I co ciekawe, liderzy wśród zgłoszeń, doskonale oddają to, co w społecznej przestrzeni kisiło się od dawna.

Hajs, którego nie widać

Na pierwszym miejscu SASIN i SASINIĆ. To pierwsze, choć znane nam ze świata polityki, jest rzeczownikiem i oznacza jednostkę monetarną o wartości 70 milionów złotych polskich. To drugie – zmarnować cudze pieniądze na coś, co jest bez sensu, bez celu, albo po prostu się nie wydarzy. Śmieszne to i smutne zarazem, ale to czasownik, jakiego nazbyt często potrzebujemy użyć.

Taka nie za mądra dziewucha

Miejsce drugie piastuje kontrowersyjna – JULKA. Etiologicznie pochodzi z Twittera, jako JULKA Z TWITTERA. Utworzona na wzór Sebiksa, Karyny, Janusza i Grażyny. To coś w stylu obelgi używanej przez protekcjonalnych dżentelmenów z konserwatywnego kręgu, pielęgnujących podziały płciowe.

JULKA to dziewucha względnie młoda, liberałka, lewicowa, wojująca feministka, biorąca udział w manifestacjach ulicznych ostatnich miesięcy. Taka, co to ma przyjaciół gejów, chciałaby mieć prawo do aborcji, wierzy, że black lives matter i ogólnie w nosie ma, jaki ktoś ma kolor skóry, bo wie, że po rozbiciu różnych jajek, żółtko i białko każdego z nich wygląda dokładnie tak samo.

Ponieważ jest jednak młoda, to – zdaniem niektórych – guzik wie o prawdziwym życiu. Przyjmuje postawę z serii: nie znam się, ale się wypowiem. O tym, że w gruncie rzeczy jest infantylna, świadczyć ma fakt, że namiętnie słucha koreańskiego popu. Niektórzy dodają jeszcze, że jest komunistką (sic!). I tu trzeba będzie definicję dopracować, gdyż – wbrew temu, co poniektórzy twierdzą – komunizm nie ma za wiele punktów stycznych z liberalizmem. Ale Julka może tego przecież nie wiedzieć! Może się definiować, jak chce! Siebie i swoje poglądy. Taka jest progresywna, nowoczesna. A przy tym głupia – według definicji.

Z tym rzeczownikiem odimiennym wiąże się wiele kontrowersji. Jeszcze przed formalnym rozstrzygnięciem konkursu, którego de facto… nie było, rzucono zajawkowo, że słowo JULKA nie ma szans na wygraną (podobnie jak SASIN). Po pierwsze ma to wynikać z faktu utworzenia słowa wyśmiewającego czyjeś poglądy. Po drugie – organizatorzy przyznali, że głosowanie na JULKĘ było zmasowaną ustawką środowisk konserwatywnych. Mnogość zgłoszeń zawierała bowiem dokładnie tę samą przeklejoną definicję. Organizatorzy podkreślali, że słowo JULKA jest elementem wojny płci i bronią w walce politycznej, a zgłoszenia tego słowa, pochodzą niemal wyłącznie od mężczyzn. W odpowiedzi na to powstał ciekawy czasownik…

Bunt

SPEWUENIĆ zajęło trzecią pozycję. Kunszt słowotwórstwa. Czasownik oznaczający „zepsuć, schrzanić, spieprzyć”. Jak podaje sam Słownik Języka Polskiego PWN,  „czasownik pochodzący od nazwy instytucji organizującej plebiscyt, wyrażający sprzeciw uczestników wobec decyzji jury”. SPEWUENIĆ to nie uznać wyników własnego konkursu, tylko dlatego, że wynik nie jest zadowalający dla jego organizatorów. Odbieram to tak, że spewuenić jest bliskie ocenzurować, jednak w kontekście obawy przed konsekwencjami.

Piekło kobiet

Miejsce czwarte i piąte to hasła najgłośniejszego ruchu społecznego ostatnich miesięcy – strajku kobiet. Nie jest grzecznie, ale świat nie zawsze jest grzeczny. Słowa i wyrażenia te oddają obecnie panujące nastroje społeczne wśród liberalnej części społeczeństwa.

Miejsce czwarte zajmuje: WYPIERDALAĆ. Nie bójmy się użyć tego słowa. Wulgaryzmy są częścią każdego języka. Pełnią w nim także określone funkcje. Kapituła może tego nie wiedziała i zgorszona odwracała wzrok oraz lico oblane pruderyjnym rumieńcem. W dodatku w szoku, że wiele „ktosiów” odważyło się zgłosić słowo nieregulaminowe.

Miejsce piąte – JEBAĆ PiS. Również w wersji ocenzurowanej, tj. osiem gwiazdek: ***** ***. Wersja ocenzurowana jest odpowiedzią na zarzuty, jakoby narracja przyjęta przez przez protestujące i protestujących była zbyt wulgarna i agresywna. Bo jak wiadomo, kobiety nie klną. A te które klną, to rynsztok prawdziwy. Panom coś wolno. Paniom zaś nie. W języku również.

Młodzieżowe Słowo Roku PWN czy po prostu Słowa Roku 2020?

Decyzja jury budzi we mnie ambiwalentne odczucia. Z jednej strony wiem, że uznanie JULKI, jako słowa używanego głównie – tak podejrzewam – przez prawą stronę polityczną (prawą w wydaniu polskim – świadomie nie chcę nazywać ich prawicą), wywołałoby gniew liberalnych Polaków. Podskórnie wyczuwam potencjalne zarzuty o sterowanie konkursem PWN przez partię rządzącą. Paradoksalnie te same zarzuty pojawić się mogą w efekcie nie uznania lidera SASINA, SASINIĆ czy zgłaszanych wulgaryzmów. Kapituła stała przed naprawdę trudną decyzją.

Z drugiej strony jednak, mam poczucie, że ogłoszenie wyników i tak nastąpiło. To jest nasz język. To jest język młodzieży. To są słowa i wyrażenia przez nich/nas używane. Czuję też, że jak nigdy wcześniej oddają to, co dzieje się wokół nas. Co nas boli, dręczy, irytuje. Opisują rzeczywistość widzianą naszymi oczami. Fakt braku formalnego werdyktu przypomina mi nieco umycie rączek. Bo przecież to, że jury zdecydowało się nie wybierać Młodzieżowego Słowa Roku, nie oznacza, że my go nie wybraliśmy. Ostatecznie to przecież nie konkursy i nie słowniki tworzą język.

Robimy to my.


P.S. Według mnie nie ma przypadku w tym, że na wyróżnienie zdaniem jury zasłużył rzeczownik TOZALEŻYZM 😉

TOZALEŻYZM, utworzony na wzór „tumiwisizm„, oznacza bowiem postawę światopoglądową „polegająca na poszukiwaniu najlepszych/najbardziej moralnych rozwiązań danej sytuacji/problemu w szerokim kontekście społecznym, historycznym, religijnym oraz moralnym. […] Głównym postulatem tozależyzmu jest unikanie rozwiązywania problemów moralnych z postaw skrajnych bez ich wcześniejszego omówienia i rozpatrzenia wszystkich potencjalnych rozwiązań oraz ich dalekosiężnych konsekwencji”.

 

 

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x