IDZIESZ NA GOKARTY, DOSTAJESZ SEKSIZM W PAKIECIE

Wybierasz "męskie" rozrywki? Seksizm już czeka, aby walnąć Cię w twarz. Zdjęcie autorstwa Alex Andrews z Pexels

Paleta rozrywek w pandemicznym świecie jest ograniczona. Jeśli akurat nie przebywasz na home office i zdarza Ci się wychodzić do biura, zaczynasz wierzyć w napis na służbowym kubku, że “nie ma lepszej zabawy niż praca”. Ten wysoce hulaszczy tryb życia podbijasz długimi spacerami z psem. Coraz częściej pakujesz czworonoga do auta i jedziesz eksplorować nieznane wam zakątki przyrody. Czasem odwiedzasz Lidla i Biedronkę. Robisz zakupy, które mieszczą się w dwóch siatkach, choć masz wrażenie, że zapłaciłaś za żywność dla ośmioosobowej rodziny; na miesiąc. Raz na tydzień zajeżdżasz na stację benzynową, by zapłakać nad wyświetlaczem dystrybutora.

W kinie nie byłaś od roku. Ale masz od tego czasu Netflixa. Oglądasz więc filmy i seriale, dziwiąc się, że ludzie na ekranach, chodząc w miejsca publiczne, nie mają na twarzach maseczek. Sporo czytasz. Nawet beletrystykę, którą porzuciłaś kilka lat temu na rzecz literatury faktu i popularnonaukowej. Co któryś weekend spotykasz się z najbliższymi znajomymi, z którymi grasz w planszówki, pijesz wino i udajesz, że umiesz śpiewać. I grać na keybordzie. Jakoś się kręci.

Sporo się dokształcasz. Webinary, kursy online. Szkoda nie korzystać z okazji. Niebawem masz zamiar wybrać się do muzeum i galerii sztuki, bo te właśnie stają się dostępne. Może uda się pójść do teatru? Może też na kwietniowy koncert na który zakupiłaś już bilety.

Pewnego dnia postanawiasz jednak podkręcić swoje szalone życie w sposób znacznie bardziej postrzelony niż przejście przez pasy na czerwonym świetle. Idziesz ze znajomymi na gokarty. Pełna ekscytacji pędzisz do świeżo otwartego Decathlonu i kupujesz kominiarkę pod kask. Chcesz żeby było profesjonalnie. (I choć odrobinę “bezpieczniej”.) Przyjeżdżasz na miejsce, jako klientka spragniona wrażeń podnoszących adrenalinę i odbudowujących wspomnienia, z czasów gdy ostatni raz jeździłaś po torze jako 13-latka.

A potem dostajesz mokrą ścierą w twarz.


Background

Czasem mam wrażenie, że nie wiem, w jakim świecie żyję. Albo, że przynajmniej zapomniałam. Przez czas pandemii, schowana z dala od ludzi, rozmawiająca na co dzień z tymi samymi, i spotykająca losowych, zupełnie niepozostających w pamięci, zamknęłam się chyba w bezpiecznej bańce.

Oczywiście, docierają do mnie zewsząd doniesienia medialne z politycznej piaskownicy i co rusz gotują krew w żyłach. Powodują pieczenie policzków i nadmierną wilgotność gałek ocznych. Potem jednak idę spać, a codzienne życie toczy się – mimo wszystko – w miarę spokojnie.

Chciałam napisać, że mam to szczęście, że zwykle otaczam się dobrymi, refleksyjnymi ludźmi, ale to skasowałam, bo to nie jest szczęście. To wybory, których dokonałam. Podjęłam kiedyś decyzje w które relacje warto inwestować swój czas, a które należy zerwać. I o ile jest to komfortowe, o tyle również niebezpieczne. Po pierwsze, stworzyłam swoją analogową bańkę informacyjną, której osią jest relatywnie wystandaryzowana narracja o otaczającej mnie rzeczywistości. Po drugie, umocniłam w sobie coś, co było we mnie od dawna, a na co niegdyś zwróciła mi uwagę pewna psycholożka. Wymagam bardzo wiele od siebie. Ale jednocześnie wymagam bardzo wiele od innych.

Szacunek do klienta przede wszystkim

Oczekuję szacunku. Oczekuję, że kiedy przychodzę na umówioną godzinę, zostanę obsłużona. Nie oczekuję, że przez 40 minut będę patrzeć przed siebie. Oczekuję, że jeśli są jakiekolwiek opóźnienia w realizacji usługi (co oczywiście jest NORMALNE i SIĘ ZDARZA), to ktoś z obsługi podejdzie do mnie, poinformuje mnie o tym, przeprosi i poda czas dalszego oczekiwania. Nie oczekuję, że muszę udać się sama na recepcję i pytać, co się dzieje, po to by usłyszeć, że “ZARAZ” ktoś do mnie przyjdzie.

Ale mogę to wszystko przełknąć. Naprawdę mogę. Przyszłam się dobrze bawić, choć nie mam pojęcia, kiedy ta frajda nadejdzie, bo siedzę, jak kołek w poczekalni. No trudno. Już zapłaciłam.

I kiedy już frustracja narasta przychodzi mężczyzna, który z radością w głosie informuje nas, że czas na szkolenie z jazdy po torze. Super! W końcu!

Płonne nadzieje.

Seksizm taki zabawny!

Zamiast mężczyzny-szkoleniowca otrzymuję mężczyznę-słabego aktora komediowego. Mężczyznę, który naprędce liczy, ile mamy “OSÓB I KOBIET” w drużynie. Takiego z typu tych, co, jak się przyczepią do jednego tematu, to będą go drążyć, nie czując zupełnie zażenowania swojego audytorium.

Więc oto gwiazda toru – seksista i szowinista, który zamiast wykonywać swoją robotę, robi z siebie pajaca. Z uzasadnionym tylko dla siebie rechotem, sypie niewysokich lotów żarcik za żarcikiem. Przecież powszechnie wiadomo, że kobiety nie potrafią prowadzić pojazdów mechanicznych, hłe hłe hłe. O JEŻU, NIECH KTOŚ ZATRZYMA TĘ KARUZELĘ ŚMIECHU. Czuję już, jak prawa komora serca znowu mi się nie domyka.

Borze szumiący, nie wiem, który wszechświat wypuścił taki diament. Typ w 2021 r. jest ubawiony tym, że na tor kartingowy przychodzą kobiety! Wyobrażam sobie, jaki przeżyje szok, gdy wyjdzie na ulicę i zobaczy, że prowadzą też samochody, autobusy i tramwaje. A co, gdy odkryje, że są też premierkami, prezydentkami, naukowczyniami, programistkami? Może tego nie przeżyć. Pęknie jego męskie ego. Uważam, że dla jego dobra należy wpakować go w wehikuł czasu. Wierzę, że za kilkadziesiąt lat będzie ciekawym eksponatem w muzeum, na dowód tego, jak bardzo byliśmy sprapranym seksizmem społeczeństwem.

Klientka to też klient

W ciągu niespełna 5 minut mężczyzna obraził kobiety 4 razy, nie wspominając słowem o jeździe na gokarcie.

Co było dalej? Nie wiem. Wyszłam.

I wiesz co? Pal licho, że istnieją ludzie dla których seksizm to nadal chleb powszedni. To wybitnie bolesne, ale niestety zgodne z faktycznym stanem rzeczy. Ale jeżu zielony, jak bardzo trzeba być ograniczonym, żeby obrażać KLIENTKI, które ZAPŁACIŁY za usługę, TAKĄ SAMĄ kwotę, jak klienci w wersji męskiej? Masz takie poglądy? Miej. Ale w przestrzeni zawodowej nie obrażaj tych, dzięki którym masz za co kupić chleb.

Możesz więc zaliczyć mnie to tzw. “trudnego klienta”. Może nawet roszczeniowego, według niektórych pseudobiznesowych standardów. Jeśli tak, to zasłużyłam na to miano szanowaniem siebie, swojego czasu i niechęcią do wspierania biznesów, których wartości nie mają nic wspólnego z moimi. Już do tego dorosłam, choć przecież kończę dopiero 30 lat. Wierzę, że i Ty do tego dorośniesz.

Wracam do swojej bańki.

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x