ZŁUDZENIE PONADPRZECIĘTNOŚCI RADOSŁAWA

Złudzenie ponadprzeciętności Radosława. Felieton. Socjośledztwo. Blog o sprawach społecznych.

Sposobów na wyrażanie poczucia wyższości nad innymi ludźmi jest wiele. Najprościej – oznajmić komuś wprost. Można też rzucić pogardliwe spojrzenie albo wywrócić do góry oczami podczas przypadkowego spotkania tego głupiego sąsiada w windzie. Można też podarować sąsiadowi, któremu właśnie spaliło się mieszkanie, mortadelę z Kauflandu, spożywając przy tym radośnie szynkę parmeńską. Żadnego z tych sposobów nie wybrał jednak Radosław. Postawił bowiem na sposób znacznie bardziej odpowiadający cyfrowym czasom. Wybrał do tego Internet, a dokładniej jedną z najbardziej rakotwórczych przestrzeni wirtualnych XXI w. – grupę osiedlową na Facebooku.

W molochu wielkich oczekiwań od „ciasne, ale własne”, niespełnionych nadziei i wizji niekończącego się kredytu, dzieje się wiele. Miejskie życie niezaprzeczalnie ma swoje uroki, jednak doświadczenie podpowiada mi, że w osiedlowym drapaczu chmur z ponad setką lokali mieszkalnych, dość trudno te uroki dostrzec. W mieszaninie ludzi o skrajnie różnych poglądach na partię rządzącą w Polsce, wybory w USA, zasadność 500+, sprzątanie psich odchodów pod blokiem (i w bloku!), jeżdżący windą sedes, całonocne imprezy koronasceptyków, wymianę zapory drogowej czy parkowanie w wyznaczonych miejscach, trudno odszukać podwaliny do nawiązania prawdziwie sąsiedzkiej relacji. Mnie się w każdym razie nie udało. I chyba już wiem dlaczego. A wszystko dzięki Radosławowi.

Radosław pewnego wieczoru postanowił podzielić się zdjęciem. Niewątpliwie zostało ono wykonane z jego osobistego balkonu, a przedstawiało przedmiot tradycyjnego przedmiotu codziennej walki.

Osiedlowego parkingu

W kadrze, obok licznych samochodów osobowych, dostrzec można było kilka samochodów dostawczych – kości niezgody wśród mieszkańców.

Radosław poczuł się w obowiązku, aby przypomnieć, że to jest parking dla samochodów osobowych. Wytypował przy tym lokalizacje, w które mogą się udawać takie samochody, aby uzyskały jego aprobatę na zajęcie miejsca. Lokalizacje te, to: dojazd do/z pracy, dojazd na zakupy, dojazd z dziećmi do szkoły lub przedszkola. Coś tam jeszcze było, ale generalnie katalog zamknięty. Czyli, jeśli pracujesz z domu, zakupy dowozi ci Tesco i nie posiadasz dzieci, a JAKIMŚ CUDEM masz samochód, no to generalnie wychodziło, że on tam stać nie może. No bo w sumie, po co go masz?

Brnie jednak dalej nasz dzielny strażnik parkingu. Zdaje sobie bowiem sprawę z tego, że owe samochody dostawcze są narzędziem pracy mieszkańców. Być może gdzieś w głowie pali się mała żarówka, styka pewna synapsa, która podpowiada mu, że te samochody mogą tam stać tak długo, jak długo są w stanie wjechać na parking i z niego wyjechać, tj. kierowca dysponuje pilotem otwierającym zaporę. Jednak prąd w mózgu zostaje nagle odcięty, synapsa przestała stykać i oto mamy czarno na białym wniosek: jeżeli ktoś jest TAKI ZARADNY, że potrafi utrzymać się z TAKIEJ PRACY, to niech będzie tak zaradny i znajdzie inne miejsce do parkowania takiego pojazdu.

Bo tak powiedział Radosław

Jeżu alpejski, jakie to jest proste! Skoro jeździsz dostawczakiem to najpewniej jesteś przegrywem życiowym, który nie potrafi lub nie chce znaleźć sobie lepiej płatnej pracy. I właśnie dlatego nie możesz parkować samochodu służbowego na osiedlowym parkingu. Nieważne, że jest tam pierdyliard innych samochodów służbowych, no ale one są OSOBOWE! Czyli taki mieszkaniec pracę ma dobrą, bo służbowy samochód dostał. A taki to okej, wiadomo. Prestiż, estyma, szacunek na dzielni. Do takich Radosław nic nie ma. No, ale te dostawcze? Park maszyn mu robią pod blokiem! Bo przecież osobowe samochody nie są maszynami, a parkingi wcale z definicji nie służą do odstawiania pojazdów mechanicznych.

Dobrze, że osiedla mieszkaniowe mają takich Radosławów. Strażników parkingów, którzy w pocie czoła (z dołączeniem materiałów wizualnych!) dbają o to, aby parkować pod swoim mieszkaniem mogli tylko ci, którzy na to zasługują. Bo wiecie, w gruncie rzeczy Radosławowie walczą o to, żeby kiedy oni wracają z pracy – zapewne znacznie bardziej prestiżowej i lepiej płatnej – mogli znaleźć miejsca parkingowe dla swoich wozów. W końcu takim, jak oni się należy.

Radosław wjeżdża na osiedle z prestiżem zawodowym wymalowanym na czole, a tu jakiś plebs mu parkuje pod balkonem. Każdy by się wkurzył! Szkoda, że Radosław nie był TAKI ZARADNY, żeby przewidzieć, że na blokowisku zawsze jest za mało miejsc parkingowych i wraz z mieszkaniem kupić przydzielone, osobiste miejsce na parkingu w garażu. Kogo, jak kogo, ale TAKIEGO Radosława, to chyba stać!

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x