ŻYJESZ W SPOŁECZEŃSTWIE MIESZANYCH GATUNKÓW

Kiedyś na zajęciach poinformowałam studentów, że kończymy tego dnia szybciej, bo muszę wyjść na długi spacer z psem. Obowiązki rodzinne, wiadomo. I choć do tej wiadomości moi studenci podeszli z ogromnym entuzjazmem, spojrzeli na mnie również ze zdziwieniem. 

„Z psem? Przecież mówiła pani, że ma pani kota”.

„Czy posiadanie kota wyklucza posiadanie psa?”

„Nie, ale to RADYKALNIE zmienia postać rzeczy”.

To uświadomiło mi dwie rzeczy. Po pierwsze, że moi studenci lepiej znają stan mojego inwentarza niż materiał z ostatnich ćwiczeń. Po drugie, że myślenie stereotypowe o człowieku przez pryzmat posiadanego przez niego zwierzęcia, ciągle ma się dobrze. Wygląda bowiem na to, że od dnia, w którym wyznałam, że posiadam kota (nie mam pojęcia dlaczego mówię takie rzeczy studentom na zajęciach, i co gorsza – dlaczego oni to zapamiętują) zostałam przez nich wrzucona do ogromnego worka z naklejkami w stylu „kociara, nudziara, stara panna bez przyjaciół”. Fakt posiadania psa chyba mnie uspołecznił i myślę, że stałam się kimś w rodzaju: „trochę nudziara, trochę stara panna bez przyjaciół, ale jednak trochę aktywna, trochę towarzyska, trochę bardziej żywiołowa”. 

Sam koncept przypisywania ludziom określonych cech na podstawie ich decyzji czy, i z jakim czworonogiem współdzielą czas wolny, oczekiwanie na podgrzewające się w mikrofalówce mleko, czy – co bardziej łaskawi – łóżko, nie jest całkiem pozbawiony sensu. Choć dużą rolę odgrywa w nim intuicja i wiedza „społecznie budowana”, to pamiętamy przecież, że nasze mózgi kochają stereotypy i szybko otwierające się w nich „szufladki”.

Powiedzmy to sobie wprost. Zwierzęta są raczej popychadłem socjologicznego świata. Przynajmniej tego konwencjonalnego. Uwagę zyskują głównie w ramach interdyscyplinarnej gałęzi nauki o nazwie animal studies. Socjologiczny głos w dyskusjach animal studies mówi jasno: żyjemy w społeczeństwie mieszanych gatunków.

Co tak naprawdę to oznacza?

Zwykło się dzielić materię ożywioną na ludzi, zwierzęta i rośliny. O ile odrębność roślin od dwóch pierwszych grup jest jasna, o tyle rozłam na ludzi i zwierzęta może wzbudzać wątpliwości. Z biologicznego punktu widzenia człowiek jest bowiem zwierzęciem, niezależnie od tego, jak bardzo nie podobałby się komukolwiek ten fakt. Oczywiście, różnimy się między sobą znacznie. Ludzie mają postawę wyprostowaną, poruszają się na dwóch, dolnych kończynach (tak, są zwierzęta, które też się tak poruszają, ale dla uproszczenia odwołuję się do zwierząt towarzyszących, głównie psów i kotów), latamy na Księżyc (albo i nie – zależy jak bardzo wierzymy w teorie spiskowe), budujemy statki, rozwijamy naukę, ale – przede wszystkim – MÓWIMY. Do tego zaraz wrócimy. Pomimo to, należymy do zróżnicowanego królestwa zwierząt, a z wieloma z nich dzielimy nawet typ strunowców i podtyp kręgowców. 

W każdym razie dostrzeżenie, że człowiek jest zwierzęcem, w tym samym sensie jak pies, krowa, tygrys czy orangutan, powoduje, że mówienie o zwierzętach jako odrębnych bytach jest w nurcie animal studies nieuzasadnione. Z tego powodu nazywa się je non-human animals: zwierzęta inne niż ludzie

W podejściu biocentrycznym zauważa się bowiem, że istota ludzka jest tylko jedną z wielu żyjących gatunków. Uważa się przy tym, że nie istnieją żadne podstawy, aby stawiać ją ponad inne żywe organizmy. Aparatura pojęciowa w postaci non-human animals jest więc lingwistyczną próbą zrównania statusu.

Wracając jednak do porzuconej mowy… Przez lata nieumiejętność posługiwania się wspólnym językiem ze zwierzętami, była (i nadal w tradycyjnym ujęciu jest) podstawą założenia o niemożności komunikacji, wchodzenia w interakcję i nawiązywania trwałych relacji pomiędzy human i non-human animals. Powszechne jest przekonanie, że zwierzę nie myśli i nie posiada podzielanego z nami zasobu symboli (zdaje się, że wykładnia doktryny Kościoła Katolickiego dodatkowo uznaje zwierzęta za pozbawione duszy). A to właśnie te symbole, miałyby być podstawą wszelkich interakcji społecznych. Brak podzielanego korpusu symboli, w tym lingwistycznych, finalnie dyskredytuje znaczenie zwierząt w życiu społecznym. 

Dostrzegacie jednak, że zwierzęta w życiu pewnych ludzi odgrywają znaczącą rolę? Kto z was nie zna ani jednej osoby, która jest całkowicie przekonana, że jest papiś jest ultrawyjątkowy? Kogoś, kto nazywa siebie psią matką albo kotatą? Kogoś, kto obsesyjnie wykupuje najnowsze gadżety dla swojego pupila, aby tylko żyło mu się lepiej? (Nikogo – powiedział żaden z moich znajomych) No właśnie. To zoological connection

Praca nad tożsamością

Relacja pomiędzy człowiekiem a jego zwierzęciem jest unikalną formą bliskiego związku, w którym opiekunowie zwierząt określają ich unikalną tożsamość i kształtują wzajemne interakcje. Zdaniem C.R. Sandersa, właściciel zwierzęcia kształtuje przy tym swoją tożsamość jako jednostki społecznej i jako członka pary człowiek-zwierzę. 

Wybór zwierzęcia, nad którym decydujemy się sprawować opiekę jest determinowany  przypisanymi mu kulturowo cechami. Pies jest przecież lojalnym i najlepszym przyjacielem człowieka. Kot zaś indywidualistą, uosobieniem niezależności z aurą majestatyczności i enigmatyczności. Dodatkowo mamy rasy, które dzielą psy i koty nie tylko pod względem wyglądu, ale także usposobienia. Znajomość typowych dla ras cech ułatwia opiekunowi wybór właściwego dla siebie (i swojego stylu życia) zwierzaka. Ale to wcale nie wystarcza. Zwierzę nie jest wtórnym reprezentantem swojego gatunku. Dla właściciela jest unikatowe i jedyne w swoim rodzaju. To osobnik o indywidualnym usposobieniu. Dlatego właśnie nadajemy zwierzętom imiona. Ta indywidualizacja zmienia symboliczne postrzeganie naszego zwierzęcia. Przez opiekunów zwierząt, każde z nich jest postrzegane jako osobnik o zindywidualizowanych preferencjach, np. zabawowych i smakowych. 

Poprzez obcowanie z psem lub kotem kształtujemy też swoją tożsamość jako jednostki społecznej. Poza wypracowaniem w sobie poczucia odpowiedzialności za „braci mniejszych”, mowa tu o autoidentyfikacji jako miłośnika zwierząt. Za taką autoidentyfikacją idzie przynależność grupowa, wyznawane wartości, kształtujące się poglądy. Posiadanie zwierzęcia towarzyszącego (i to, jakiego konkretnie) wpływa także na społeczny konstrukt jego właściciela, czego dowiedli moi studenci z historyjki przytoczonej w przydługim wstępie. 

Z kolei kształtowanie tożsamości w relacji pary człowiek-zwierzę to nic innego, jak budowa własnej pozycji, przywódcy stada, odpowiedzialnego i opiekuńczego wobec czworonożnego towarzysza na tym ziemskim (łez) padole. 

W perspektywie europejskiej (bo stosunek do zwierząt warunkowany jest w znacznej mierze kulturowo) coraz wyraźniej obserwujemy trend animalizmu (także w nauce, np. w zielonej kryminologii) i słyszymy głosy wieszczące schyłek antropocentrycznej dominacji. O tym, dlaczego jest to raczej iluzja, następnym razem.  

Źródełka:

  • Albert, A., Bulcroft, K. (1987) Pets and Urban Life. Anthrozös 1(1).
  • Menchetti, L. et al. (2018) My Dog Is Not My Cat: Owner Perception of the Personalities of Dogs and Cats Living in the Same Household. Animals 8(80).
  • Sanders, C.R. (2016) https://networks.h-net.org/node/16560/pages/32228/sociology-human-animal-interaction-and-relationships-clinton-r-sanders

0 0 vote
Oceń artykuł
Subskrybuj
Powiadom o
guest
7 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
trackback

[…] Deklarowana w polskim społeczeństwie sympatia do zwierząt w pewnym stopniu przyczynia się do regularnego pojawiania się w serwisach informacyjnych doniesień o przemocy wobec zwierząt. Te z kolei cyklicznie rozpoczynają publiczną debatę toczącą się wokół rozmaitych propozycji radzenia sobie z problemem przestępczości wobec non-human animals. […]

Magdalena Szymańska
5 miesięcy temu

Najgorsze jak się ludziom przykleja łatki!

marcjanna
5 miesięcy temu

Tak to niestety wygląda…choć koty są super 🙂

Magdalena
5 miesięcy temu

Muszę pomyśleć jakim zwierzęciem mogłabym ‚być’, gdyby móc się przyrównać.? 🙂 W aktualnym czasie, nie mam zwierzaka. Uwielbiamy podróżować. Ciekawy artykuł.

Czytam i znikam
5 miesięcy temu

A ja mam dwa psy i dwa koty 😂

Gosia Ostrowska
Gosia Ostrowska
5 miesięcy temu

Jak bym miala wybierać to chciałbym być otakiem. Jeszcze nue wiem jakim ale ptakiem.

Koralina
5 miesięcy temu

nie od dziś wiadomo, że zwierzęta mają pewne umiejętności, które tylko nielicznym zostały pokazane. Lubię myśleć o tej komunikacji, jest bardzo wyjątkowa 🙂

7
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x